Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Umarła ulica, pozostała zagranica

Dorota Kania 15:39 3 lutego 2020
fot. Gazeta Polska
Wykorzystywanie „zagranicy” przez polityków totalnej opozycji wydaje się w tej chwili – według ich przekonania – najlepszym sposobem na wprowadzenie w Polsce chaosu i anarchii, które pozwolą na powrót do władzy starych elit. Kwestią dyskusyjną jest, czy to realne. Opozycja jednak sięga po metody, które znamy z przeszłości - pisze Dorota Kania w dzisiejszym numerze "Gazety Polskiej Codziennie".

30 stycznia 2010 r. „Wiadomości” TVP pokazują materiał, który został nakręcony w Parlamencie Europejskim. Radosław Sikorski (PO), Robert Biedroń (Lewica), Marek Belka (Koalicja Europejska) i prof. Wojciech Sadurski (związany ze środowiskiem Adama Michnika) w Parlamencie Europejskiej dyskutują, jak powstrzymać PiS przed reformą sądownictwa, i apelują do zagranicznych polityków, by zrezygnowali z „miękkiej” postawy wobec Polski. 

Zachowanie europosłów opozycji i profesora, który już dawno utracił kontakt z rzeczywistością, przypomina najgorsze czasy sprzed 248 lat, kiedy doszło do I rozbioru naszego kraju. Nie byłby on możliwy, gdyby nie Polacy biegający po pomoc do carycy Katarzyny, by zabezpieczyć swoje interesy i roszczenia. Teraz, zamiast do Katarzyny II politycy totalnej opozycji biegają do Brukseli i środowisk, które – ich zdaniem – mogą im pomóc. Jednocześnie wykazują pogardę dla wyborców, o czym świadczy m.in. wypowiedź byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie PO Radosława Sikorskiego: – Dla ludu PiS-owskiego transfery socjalne są najważniejsze, wszystko inne jest drugorzędne – mówił tuż przed wyborami na antenie TVN.

Język pogardy (którym posługuje się m.in. właśnie Radosław Sikorski) i podziału na stałe zagościł u opozycji; jej politycy bardzo chętnie się nim posługują. Oczywiście ta pogarda jest wyłącznie wobec zwolenników obecnej konserwatywnej władzy.

Macron, Michnik, Holland

Zwolennicy opozycji donoszą na Polskę, gdzie tylko się da. Na dziś jest zapowiedziana wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Jego doradca Emmanuel Bonne, odpowiedzialny za przygotowanie jego wizyty w Polsce, powiedział, że oprócz oficjalnych spotkań (prezydent, premier), prezydent Francji odbędzie też rozmowy „z polskimi intelektualistami” – zaprosi na kolację bliskich mu ideologicznie intelektualistów, takich jak Adam Michnik (redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”), Agnieszka Holland (reżyser m.in. filmu „Pokot”, zasiada we władzach Fundacji im. Stefana Batorego) czy Paweł Pawlikowski (reżyser m.in. filmu „Ida”). Każdy, kto zna ich twórczość, wie, że jest ona ukierunkowana politycznie: jest osadzona w nurcie lewicowo-liberalnym. Możemy więc się domyślać, czego będzie dotyczyła rozmowa – będą wylewane żale na polski rząd i konserwatystów. Jest bardzo mało prawdopodobne, że siedzący przy stole z prezydentem Francji polscy intelektualiści zapytają o brutalne traktowanie przez francuską policję uczestników protestów żółtych kamizelek, bicie francuskich prawników przez funkcjonariuszy, agresywnych imigrantów czy szalejący nad Loarą antysemityzm.

Stare wzorce w nowej szacie

Każdy, kto choć trochę zna historię, wie, jak udział polskich polityków doprowadził do rozbiorów naszego kraju. Magnaci, w porozumieniu z cesarzową Rosji Katarzyną II, pod hasłami obrony zagrożonej wolności wystąpili przeciwko reformom Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja. Zawiązana targowica przyniosła wyczekiwany przez ościenne państwa skutek – Niemcy (Prusy i imperium Habsburgów) oraz Imperium Rosyjskie podzieliły Polskę między siebie.

Teraz też trwa w Europie wrzask europosłów opozycji, że w Polsce jest zagrożona wolność i niszczona demokracja. Bardzo często obok Polski są wymieniane także Węgry, gdzie od lat władzę sprawuje konserwatywny Viktor Orbán. 

Blisko 150 lat temu nasi sąsiedzi bardzo „troszczyli” się o „zagrożoną wolność” w Polsce – dziś „troszczą” się o „zagrożoną demokrację”.

Aby tę fałszywą tezę udowodnić, każda metoda jest dobra i są do tego wykorzystywane różne instrumenty. Pod koniec ubiegłego roku niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” opublikował sondaż Open Society Foundations. Wynika z niego, że większość Polaków i Węgrów nie ufa rządzącym w tych krajach partiom – PiS i Fideszowi. Mieszkańcy tych krajów uważają, że publiczne krytykowanie władzy jest niebezpieczne.

Na samym końcu tekstu dowiadujemy się, że fundacja, która przeprowadziła badania –  wspomniana Open Society Foundations – „została założona przez amerykańskiego miliardera węgierskiego pochodzenia George’a Sorosa”. 

Polska i Węgry od wielu lat są dla niego projektem do całkowitych zmian. Tak się jednak stało, że polscy i węgierscy konserwatyści mają bardzo silne wpływy w swoich krajach; na światło dzienne wyszły także plany Sorosa oraz jego inwestycje.

Jednym z jego narzędzi jest Fundacja im. Stefana Batorego, którą zakładał. Jest ona silnie związana ze środowiskiem Adama Michnika – eksperci, którzy w niej zasiadają, bardzo często są komentatorami w „Gazecie Wyborczej” czy radiu Tok FM. 

WIĘCEJ ZNAJDZIESZ TUTAJ >>>

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję ocenę...


Andrzej Duda zmienia Konstytucję -zakaz adopcji dzieci przez pary jednopłciowe
Wczytuję komentarze...
Najnowsze