Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Środowe koszenie: Po roku wciąż nie rozumieją | FELIETON

Mateusz Kosiński 15:09 9 listopada 2016
Mateusz Kosiński, TelewizjaRepublika.pl
Słowo kosić ma więcej niż jedno znaczenie. Roy Mc Farland tak skosił Lubańskiego, że ten zniknął z reprezentacji Polski na trzy lata. Kto wie czy w ten sposób nie pozbawił Polaków tytułu mistrzów świata. Niezłą kosą była moja nauczycielka od chemii, do tej pory śni mi się po nocach. Przez osiem lat w Polscę niezłą kasę kosili przeróżni cwaniacy. Część z nich szuka szczęścia na Ukrainie, oficjalnie zarabiając pieniądze rzędu jednej kolacji u „Sowy i przyjaciół”. Szkoda, że wciąż cierpii naród ukraiński, który stracił niejednego syna, skoszonego moskiewską kulą. Kosę można dostać w ciemnej bramie (obym o tym pisał jak najrzadziej!). Spotkanie pani z kosą czeka w końcu każdego z nas. W tym wszystkim ginie gdzieś szlachetne koszenie w polu, to precież tak pospolite...

Dzisiejszym felietonem otwieram autorski cykl, w którym zamierzam opisywać różne formy koszenia, w życiu politycznym, społecznym i kulturowym. Mam nadzieję, że pozostanę z państwem na łamach Republiki jak najdłużej. Nie ukrywam – jest to dla mnie duży zaszczyt.

A skąd te koszenie? Powód jest banalny. Wychowałem się w moim rodzinnym Elblągu, na blokowisku z wielkiej płyty. Każdy z podwórkowych kompanów miał swój przydomek. Najroślejszy został „Grubym”, obcięty przez matkę na zero „Łysym”, kolega niepostawny, ale skoczny i gotowy podziobać „Kogutem”. Ja z racji nazwiska byłem nazywany „Kosą”. I tak zostało do dziś.

Skosiła mnie z nóg dzisiejsza rozmowa Jarosława Kuźniara z Maciejem Maleńczukiem. Panowie rozmawiali zupełnie tak, jakby miniony rok miał miejsce w jakiejś próżni, jakby w kraju nie zmieniło się nic. My – światła elita, oni – nie rozumiejący świata, głupi, źli. Tak, jakby Polska, niczym zamknięta szklana kula z prószącym śniegiem, ograniczała się do przejażdżki dwóch celebrytów. W drogim samochodzie, po naszpikowanych kawiarniami ulicami Świętokrzyską i Nowym Światem. Kuźniar i Maleńczuk genezy zmian nie znajdą wśród pochylonych nad caffe latte i lampką Prosecco hipsterów. Może to dobrze? Pycha wszak kroczy krok przed upadkiem.

Najbardziej absurdalnym zarzutem wystosowanym przez Maleńczuka było to, że w jego młodości nikomu nie chciałoby się maszerować lub przebierać w te kretyńskie, paramilitarne ciuchy. Przecież można pójśc na piwo, poderwać dziewczynę. Jesteśmy nudni. Te słowa krakowskiego muzyka to wielki sukces młodego pokolenia. Znam ludzi zaangażowanych politycznie i społecznie w niemal każdej możliwej prawicowej frakcji, od „Korwina” po „Gowina”. Nie są to bynajmniej ludzie nudni. Większość z nas potrafi czerpać z życia często nawet zbyt pełnymi garściami. Jednak nie zapominamy o pryncypiach. Pamięć o nich jest kluczowa.

Królem przedwojennej „nocnej” Warszawy był Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Człowiek o duszy artysty, zawsze skory do zabawy, a równocześnie znający swoje dziedzictwo i mający świadomość obowiązków wobec ojczyzny. Bo gdyby obedrzeć go z tych imponderabiliów, to czym rózniłby się od zwykłego, zapijaczonego artysty? Ta różnica robi wielkość.

Tak więc maszerujmy, wciąż przed siebie.

Źródło:

Wczytuję ocenę...


Okiem Konserwatysty. Banery antyaborcyjne - felieton - Bawer Aondo - Akaa
Wczytuję komentarze...
Najnowsze