Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Polska dla Ukraińców to Raj! Już ponad milion naszych sąsiadów jest w Polsce!

Paweł Stachnik 8:00 3 maja 2017
- Wbrew pozorom w zdecydowanej większości Ukraińcy przyjeżdżający do pracy w Polsce to osoby dobrze wykształcone. 37,7 proc. ma wykształcenie wyższe, a 53,94 proc. wykształcenie średnie (ogólnokształcące lub zawodowe). Jedynie 8,4 proc. ma wykształcenie zawodowe lub niższe (np. gimnazjalne) - pisze Paweł Stachnik w miesięczniku "WPIS".

Siergiej (a w zasadzie Serhij, bo tak po ukraińsku brzmi jego imię) ma 32 lata i od trzech lat pracuje w Polsce. Jego podstawowy fach to murarz, ale tak naprawdę jest złotą rączką. Potrafi tynkować, spawać, kłaść płytki, montować hydraulikę, nieobca jest mu też elektryka i stolarka. Wszystkiego tego nauczył się w rodzinnym Tarnopolu, gdzie chodził do zawodówki, a potem do technikum. Wiele umiejętności nabył też w domu, przy ojcu, który pracował w tarnopolskich zakładach remontowych, a że pensja nie była tam zbyt wysoka, to od zawsze dorabiał większymi i mniejszymi remontami. Młody Siergiej pomagał ojcu i tak przyuczał się do rozmaitych fachów, a że miał talent do takiej roboty, to szybko sam stał się wszechstronnym fachowcem.

W 2013 r. po raz pierwszy wyjechał do Polski. Znajomi mówili, że łatwo tu znaleźć pracę, mówili też, iż nie wszyscy Polacy Ukraińców szanują, ale zarobki znacznie wyższe niż na Ukrainie. Postanowił spróbować. Zaczepił się w Tarnowie (miejscowości bliżej granicy były już opanowane przez wcześniejszych imigrantów) i pracował w firmie remontowej. Płacili rzeczywiście dobrze, ale warunki mieszkania nie były zbyt komfortowe, a i polski właściciel nie zawsze zachowywał się w porządku. Po pół roku Siergiej wrócił do Tarnopola, ale zarobione w Polsce pieniądze pokazały wyraźnie, że można żyć lepiej niż dotychczas. W 2014 znów pojechał do Polski, tym razem do Krakowa. Tutaj zatrudnił się w jednej z firm remontowych i pracuje w niej już trzy lata.

Do domu jeździ co 2-3 miesiące, co miesiąc przesyła żonie pieniądze. Nie narzeka, choć pracuje na czarno. Warunki są dobre, a stosunek do Ukraińców poprawił się po wybuchu wojny o Donbas. Większość Polaków wspiera Ukrainę i z sympatią odnosi się do wschodnich sąsiadów. Są oczywiście tacy, którzy nie przepuszczą okazji, żeby nie wspomnieć o UPA i Banderze, ale Siergiej woli się nie wdawać w politykę, nawet tę historyczną. Jest dobrym pracownikiem, nie pije, odkłada pieniądze, szef go lubi i szanuje za fachowość. Jak długo zostanie jeszcze w Polsce? Tak długo, jak sytuacja gospodarcza na Ukrainie się nie poprawi. Pewnie, że wolałbym pracować u siebie i codziennie widzieć żonę i dzieci, ale realia są takie, jakie są. Poza tym Polska się rozwija i cały czas potrzebuje rąk do pracy. Widzimy to choćby w naszej firmie remontowej, w której zamówień mamy więcej niż wolnych terminów – mówi.

Siergiej to jeden z około miliona Ukraińców, jacy obecnie przebywają w Polsce. Ta anonimowa w większości rzesza imigrantów pracuje na polskich budowach, w firmach i przedsiębiorstwach, sprząta w polskich domach, opiekuje się polskimi dziećmi i starszymi, studiuje na polskich uczelniach. Ukraińcy nie wyróżniają się zewnętrznie, nie pozna się ich na ulicach po kolorze skóry lub egzotycznych elementach stroju, przez co można odnieść wrażenie, że problem nie istnieje. Tymczasem nasz kraj wchłonął milion (!) przybyszów zza wschodniej granicy (niektóre źródła twierdzą, że nawet półtora miliona), którzy pracują tu, mieszkają i zarabiają.

Milion? A może więcej?

Ukraińcy zaczęli zarobkowo przyjeżdżać do Polski już w latach 1990., gdy okazało się, że zreformowana polska gospodarka daje o wiele większe możliwości zatrudnienia i zarobku niż ich rodzimy rynek pracy. Najpierw zaczęły przyjeżdżać kobiety, podejmujące pracę jako sprzątające, pomoce domowe i opiekunki do dzieci i starszych. Niebawem okazało się, że ten segment usług w dużych miastach został prawie całkowicie przez nie opanowany. Potem pojawili się mężczyźni, coraz bardziej poszukiwani przez branżę budowlaną, remontową i rolną. Rozwijająca się dynamicznie polska gospodarka potrzebowała coraz więcej rąk do pracy, tymczasem w niektórych regionach kraju i w niektórych branżach starzejące się społeczeństwo nie zapewniało ich w wystarczającej liczbie. W dodatku po wejściu do Unii Europejskiej Polacy w wieku produkcyjnym tłumnie ruszyli na Zachód, by tam zarabiać lepiej niż u siebie. Irlandzkie, brytyjskie, holenderskie i niemieckie fabryki, farmy, restauracje i hotele zapełniły się polskimi pracownikami. A że gospodarka nie jest w stanie znieść próżni, więc ich miejsce nad Wisłą zajęli Ukraińcy.

Wprawdzie, by przyjechać do Polski, potrzebna była im wiza, jednak już po jej zdobyciu mogli tu przebywać przez trzy miesiące. Wystarczyło to, by podjąć legalną lub nielegalną pracę i pracować przez 90 dni. Potem wracali na Ukrainę i znów ubiegali się o zwykłą wizę krótkoterminową. Innym sposobem było nielegalne przedłużenie pobytu w Polsce ponad urzędowe trzy miesiące, ale wiązało się to z ryzykiem zatrzymania, a następnie deportowania przez policję lub Straż Graniczną. Oczywiście istniała możliwość ubiegania się o legalne zatrudnienie, ale urzędowa procedura była (i jest) tak uciążliwa, że mało który pracodawca decydował się na nią.

Źródło: e-wpis.pl

Wczytuję ocenę...


Okiem Konserwatysty. Banery antyaborcyjne - felieton - Bawer Aondo - Akaa
Wczytuję komentarze...
Najnowsze