Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Matthew Tyrmand: mamy nadzieję, że w ciągu dwóch najbliższych lat będziemy mieć „Złego” na dużym ekranie

M.N. 21:59 17 grudnia 2019
Telewizja Republika
W programie "Koniec systemu" na antenie Telewizji Republika gościem red. Doroty Kani był Matthew Tyrmand, publicysta.

– Pierwszą książką mojego ojca, którą przeczytałem była jego pierwsza książka napisana w języku angielskim ok. 1970 roku. Nazywała się „Zapiski dyletanta”. Był to dziennik z jego doświadczeń w USA - było to pod koniec lat 60. XX wieku, a więc u szczytu rewolucji kontrkulturowej. To był bardzo interesujący czas dla antykomunistycznego i konserwatywnego intelektualisty, który znalazł się w Ameryce po raz pierwszy. Kiedy czytałem tę książkę miałem mniej więcej 12/13 lat więc dopiero zaczynałem formułować własne poglądy intelektualne. To czego dowiedziałem się o latach 60. odcisnęło się na mnie w formie konserwatywnego myślenia. Ta książka wprowadziła mnie w sposób myślenia mojego ojca na poziomie, którego jeszcze nie znałem - powiedział na antenie Telewizji Republika Tyrmand.

– Obecna saga, w którą jestem uwikłany to nowy film „Pan T”. Moim zdaniem i tak uważa również większość analiz dziennikarskich, że dzieło to jest mocno zaczerpnięte z dzienników mojego ojca.  Rozmawiałem o tym z Onet.pl i innymi portalami dziennikarskimi, przedstawiłem to co wydarzyło się przez ostatnie pół roku. Ten film ma zostać wkrótce wydany, a my wraz z zespołem oceniliśmy wszystkie opcje prawne. Liczymy, że dojdziemy do porozumienia w tej sprawie, którą nazywamy domniemanym naruszeniem - tłumaczył.

– Myślę, że wielu ze mną się zgodzi, że „Zły” to najlepsza powieść mojego ojca. To jest jedna z najważniejszych powieści XX wieku. Potencjalna adaptacja, o której mówimy nie dotyczy II wojny światowej, ale czasów po jej zakończeniu. Polska – Warszawa zrujnowana pod koniec wojny i dystopia, która wtopiła się w ruiny miasta, a komuniści przejęli kontrolę w okresie stalinowskim. To opowieść o walce dobra ze złem, w której zła postać zamienia się w obrońcę i wybawiciela mieszkańców Warszawy. Nie ma nic bardziej filmowego niż to. Od dziesięcioleci oczekuje się, że ta powieść zostanie zekranizowana. Mam listy mojego ojca z 1980 roku, które wskazują, że TVP chciała wówczas stworzyć produkcję „Złego” co z jakiś powodów nigdy nie doszło do skutku. Oczywiście było wiele kontrowersji w stosunku do poprzednich wersji potencjalnych ekranizacji. Ksawery Żuławski był pierwotnie przymierzany do roli reżysera. Zwolniłem go jednak, ponieważ uważałem, że jego wizja była zbyt mocno sprzeczna z wizją mojego ojca. Nie rozumiał on przekazu leżącego u podstaw powieści. On jest postmodernistą i uważam go za francuskiego egzystencjalistę. Mój ojciec był z kolei konserwatywnym klasycystą – kimś kto wierzył w dobro i zło. Żuławski powiedziałby nie ma dobra czy zła – każdy z nas jest tak samo dobry, jak i zły. On zwyczajnie nie rozumiał przekazu książki. Kiedy był początkowo przymierzany do wyreżyserowania tego filmu – udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Zapytano go czy ta książka była dla niego ważna i czy skoro jest Warszawiakiem czy zna ją. Odpowiedział: „przeczytałem ją, ale ja zrobię z tego coś świetnego”.  Gdy pokazałem to matce powiedziała, że muszę coś z tym zrobić i zrobiłem. Okazało się, że nie tylko jego wizja była sprzeczna ze spuścizną mojego ojca – Żuławski był złą osobą. Nie dało się współpracować z osobą tak niegodną zaufania. Zasadniczo był taki, jak można było oczekiwać od kogoś o jego reputacji, jednego ze skrajnie lewicowych aktywistów z grona tych, którym komuniści dali wszystko. To nie są wartości, za którymi opowiedziałby się mój ojciec ani ja więc musiałem się upewnić, że ten projekt nie zostanie zrealizowany i że stworzymy coś znacznie bliższego wizji mojego ojca - mówił publicysta. 

Źródło: Telewizja Republika

Wczytuję ocenę...


W PUNKT - HANNA SHEN, EWA ISZORO - NIE MOŻNA WIERZYĆ CHIŃSKIM DANYM NA TEMAT EPIDEMII
Wczytuję komentarze...
Najnowsze