Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Koniecznie przeczytaj! Działania „polskich” narodowców z pewnością zasługują na to, żeby nazwać je Targowicą 2.0

Zespół "Dobrodzieje" 20:27 1 maja 2019
W Polsce już niedługo wybory do Europarlamentu. Bardzo ciekawe wybory, zwłaszcza, jeżeli przyjrzeć się listom wyborczym „prawicowej” koalicji, nazywającej się Konfederacją do Parlamentu Europejskiego - pisze Zespół "Dobrodzieje" na Facebooku. Poniżej publikujemy całość, bo naprawdę poznać prawdę. Tekst pt. KONFEDERACJA TARGOWICKA 2.0.

 

Rzecz jasna pani Lilia jest aktywną propagatorką Ruskiego Miru i bardzo ją cieszy rosyjska okupacja ukraińskiej ziemi:

Polak może lubić Ukrainę albo nie, może lubić Ukraińców albo nie, może dawać wiarę historycznej narracji o krwiożerczych banderowcach i łagodnych Polakach albo nie. Jednak każdy uczciwy Polak rozumie, że póki istnieje Ukraina, póty Polska jest osłonięta przynajmniej z jednej strony. Rozumieją to Polacy przelewający krew i oddający życie na wojnie Ukrainy z Moskwą. Te sprawy rozumie każdy uczciwy Polak. Kim więc są „narodowcy”?


Tyle o Rosjance-duginistce w obozie polskich (polskich?) narodowców. Tutaj wszystko jest jasne...

 

Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, jeżeli chodzi o Włodzimierza LEONIDOWICZA Osadczego. Skomplikowana tylko pozornie.

Oto kilka słów o jego rzekomo polskim pochodzeniu.

Ojciec naszego „bohatera”: Leonid Sawowicz Osadczyj…

 

Już jego imię oraz nazwisko patronimiczne (utworzone od imienia ojca) mówią nam, jaka jest prawda. Wszak trudno sobie wyobrazić, że to imiona Polaków z Ukrainy, zwłaszcza, gdy chodzi o Wołyń lub Galicję. Ani polskie nazwisko (istnieją tysiące Ukraińców i Rosjan o tym nazwisku, ale nie znaleźliśmy żadnego Polaka), ani polskie imiona…

 

Idziemy dalej. Pan Osadczy twierdzi, że pochodzi ze Lwowa, a na Wołyniu tylko się wychowywał, taka jest przynajmniej jego ostatnia wersja – wersja „na dziś”. Innym razem enigmatycznie stwierdza, że jego korzenie tkwią w ziemi wołyńsko-podolskiej. Jutro znowu wszystko może się zmienić tak, jak zmienia się ostatnio w Wikipedii:

Wszystkie wątpliwości mógłby pan Osadczy rozwiać w bardzo prosty sposób - wystarczy ujawnić historię swojej rodziny, oczywiście polską historię. Wszak jeśli Polacy, to prawie na pewno ochrzczeni w katolickich kościołach, jeżeli ze Lwowa lub okolic, to zapewne jakieś ślady polskich przodków pozostały w Ukrainie... Nic z tych rzeczy…

Wypływają powoli tylko takie informacje, które jeszcze bardziej podważają wersję pana Osadczego. I nawet nie chodzi tutaj o jego zdjęcie w mundurze Armii Czerwonej. Obywatel ZSRR musiał służyć w tej armii - a Osadczy był wtedy obywatelem ZSRR. Tak więc samo zdjęcie, choć interesujące, niczego nie dowodzi.

Poczyniliśmy ciekawsze ustalenia. Na liście mężczyzn zmobilizowanych do Armii Czerwonej po roku 1939 z rejonu Stawyszcze (miasteczko około 30 kilometrów od Białej Cerkwi w kierunku Odessy – na pewno nie „ziemia wołyńsko-podolska”) znajdujemy Sawę Filipowicza Osadczego, powołanego do sowieckiej armii w roku 1940:

 

 
 

Nie to jest ważne, że został powołany, ale to, Z JAKIEGO REJONU został powołany. Sawa Filipowicz Osadczy już nie żyje, zmarł w roku 1998, schyłek życia spędził w miejscowości Górka Połonka pod Łuckiem:

 

Na rosyjskiej stronie internetowej gdzie ludzie poszukują swoich przodków, pod nazwiskiem Osadczy znajdujemy taką informację:

 

To ten sam Sawa Filipowicz Osadczy. Data urodzenia dokładnie ta sama, to samo imię, to samo nazwisko i to samo imię ojca. Przypadek jest wykluczony.

Zwracamy uwagę, ojciec Władymira ( pardon: „Włodzimierza”) to Leonid Sawowicz Osadczy, sowiecki urzędnik, w latach dziewięćdziesiątych zamieszany w przekręty związane z organizacją przedsiębiorstwa rolniczego w pobliskiej miejscowości Podhajce i późniejszym przekazaniu ziemi wielu mieszkańców wioski w arendę firmie z Kijowa, która okazała się oszustem.

 

Jego wspólnik z tego okresu - Wasyl Panasiuk - później wsławił się jeszcze inną aferą, wyciągając setki tysięcy dolarów od amerykańskich baptystów na pomoc humanitarną dla miejscowej ludności, za co wylądował w wiezieniu, ale to oddzielny temat. Dzieci za czyny rodziców nie odpowiadają( a tym bardziej za czyny przyjaciół rodziców), wiec nie będziemy rozwijać tego wątku.

Faktem jest jednak, że dziadek naszego Osadczego to nie Lwów i nie Wołyń , lecz Kijów (jeżeli brać pod uwagę miejsce urodzenia), lub okolice Stawyszcza (jeżeli brać pod uwagę miejsce zamieszkania), a więc centralna Ukraina.
Nie wiadomo, kiedy i w jakiej roli wylądował pod Łuckiem (czy wcześniej być może we Lwowie). Na razie nie wiemy...
Odpowiedzi na te pytania zna na pewno sam pan Wołodymyr / Włodzimierz Osadczy, ale z jakiś przyczyn wstydzi się powiedzieć, jak to było naprawdę...

Coś tam niewyraźnie mamrocze o wołyńsko-podolskich korzeniach, coś tam usiłuje tłumaczyć, że czuje się Polakiem… Może czuć się nawet koniem, ale nas interesuje nie to, kim się czuje, ale to, kim naprawdę jest.

Kolega Osadczego ze studiów, znany ukraiński historyk Wasyl Rasewycz, raczej krytyczny wobec nacjonalizmu, a więc w tej sprawie tym bardziej wiarygodny, o narodowości Osadczego pisze tak:

Nie chcę ingerować w tę sprawę. Ale przez cały rok studiowaliśmy razem we Lwowie. Zawsze wiedział[em], że Wołodymyr był z Łucka. Znam jego rodziców, [którzy] nadal tam mieszkają. Był wielkim zwolennikiem polskiej historii i kultury, ale nie był Polakiem.

Analogie z XVIII wieku.

Nie zamierzamy nudzić czytelnika opowiadaniem o Targowicy, opowiadaniem o sprzedajnych dygnitarzach i zdradzieckich magnatach. Działania „polskich” narodowców z pewnością zasługują na to, żeby nazwać je Targowicą 2.0 i taki daliśmy tytuł. Na koniec jednak zamierzamy posłużyć się dużo mniej znanym przykładem. Mniej znanym, ale może bardziej pouczającym.

Analogia, którą chcemy się posłużyć, to akcja fałszowania polskiej monety przez Prusy, prowadzona w latach 50-tych i 60-tych XVIII wieku.

Zaczęło się niewinnie. Prusy zaczęły bić pruską mało wartościową monetę, upodobnioną do monety polskiej. Napisy na monecie odnosiły się do państwa pruskiego i do pruskiego władcy, ale chudy Fryderyk wyglądał na monecie jak brat bliźniak grubego Augusta, Gryfy na tarczach herbowych do złudzenia przypominały litewskie Pogonie, same tarcze miały identyczny kształt jak na monetach polskich. Pruskie orły i tak są bardzo podobne do polskich, więc i tu były podobne... Oczywiście zawartość srebra w tych naśladownictwach była niewielka, ale formalnie nawet nie były one fałszerstwem, tylko co najwyżej próbą wykorzystywania cudzej naiwności. Człowiek piśmienny już po samych napisach mógł odróżnić naśladownictwo od pierwowzoru, tylko analfabeci mogli mieć z tym problem. Prusy działały jeszcze nieśmiało.

W kolejnej fazie, podczas wojny, Prusy zajęły saską mennicę, w której były bite monety polskie. W mennicy opanowanej przez Prusaków nadal bito polskie monety. Były równie piękne jak oryginały, tylko srebra było w nich coraz mniej. To były zdecydowane i jednoznaczne falsyfikaty – służące do oszukiwania ludzi i do osiągania tą drogą zysku.

Następnie do akcji włączyły się mennice pruskie, pracujące już nie w okupowanej Saksonii, ale w państwie brandenbursko-pruskim. Mennice pruskie biły coraz mniej wartościowe i coraz bardziej toporne fałszerstwa. Ich toporność nie wynikała z braku uzdolnień pruskich mincerzy, ale po prostu z ciągłego obniżania kosztów produkcji. Pruskie wyroby, pochodzące z tego okresu, były tak prymitywne i tandetne, że nawet dziecko z łatwością mogło je odróżnić od oryginałów.

W tym czasie Rzeczpospolita była PAŃSTWEM ISTNIEJĄCYM TEORETYCZNIE.

Każdy mógł wejść i robić, co mu się podoba. Obce armie maszerowały przez terytorium Rzeczypospolitej jak przez własne podwórko. Już nikt nie oszukiwał Polaków za pomocą fałszywej monety, ale po prostu siłą zmuszał ich do przyjmowania falsyfikatów. Dlatego te falsyfikaty już nawet nie musiały udawać oryginałów. Nie było już oszustwa – był rabunek oparty na przemocy, a monety to był tylko taki pomocniczy gadżet.

To jest analogia obecnej sytuacji. We wcześniejszym stadium choroby, ludziom działającym w Polsce na rzecz Moskwy dorabiano jeszcze jakieś polskie pochodzenie, jakieś fałszywe życiorysy…

Jeszcze dbano o jakieś pozory. Było to oszustwo. Dziś już oszustwa nie ma. Dziś Moskwa w Polsce działa jawnie. Osadczy – falsyfikat wcześniej wyprodukowany – jeszcze podaje się za Polaka. Moszeczkowa już nie musi tego robić. Jej już nikt polskiego pochodzenia nie dorabia, już nie ma takiej konieczności. Tu już nie ma próby oszustwa – tu jest działanie oparte na sile.

JUŻ NIE MUSZĄ NICZEGO UDAWAĆ, JUŻ DZIAŁAJĄ JAWNIE. Już nie ma potrzeby produkowania czegoś, co jest bardzo podobne do oryginału. Moszeczkowa już nie musi udawać Polki.

 

Kolejna analogia czyli dobry przykład.

Na tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski. Uruchomiono mennicę w Krakowie i w Warszawie. Prusy znowu podłączyły się do interesu – biły fałszywe polskie monety. Akcja znowu była prowadzona bardziej finezyjnie – nie tak, jak w ostatnim stadium za czasów Augusta III. Teraz falsyfikaty były znów wykonane precyzyjnie i znowu wprowadzane do obiegu głównie za pomocą przemytu i oszustwa – bez uciekania się do przemocy. Jednak tym razem Rzeczpospolita, choć bardzo słaba, przystąpiła do walki. Nie mogła rzucić się przeciwnikowi do gardła, ale o ile tylko mogła, gryzła go w palec.

Kraj przemierzały wojskowe patrole. Jeżeli takiemu patrolowi udało się złapać przemytnika fałszywych monet, monety były konfiskowane, przetapiane, a ze srebra, uzyskanego dzięki rafinacji przetopionych falsyfikatów, wybijano w polskiej mennicy autentyczne polskie monety. Czysty zysk. Przemytnik fałszywych monet był karany śmiercią. Prowadzono akcję informacyjną, dzięki której obywatele łatwiej mogli bronić się przed fałszywą monetą.

Topornych falsyfikatów z ostatnich lat Augusta III jest dziś wielokrotnie więcej niż oryginałów. Pruskie falsyfikaty z czasów Stanisława Augusta są rzadkością. Zawsze warto się bronić… Chyba nie musimy tłumaczyć, na czym polega analogia?

Czy Polska wreszcie podejmie walkę z moskiewską agenturą? Czy zacznie z nią walczyć, zamiast ją dofinansowywać? Nawet słabe państwo zawsze może coś zrobić w swojej obronie, jak to pokazuje ta ostatnia analogia.

***

Na koniec chcemy postąpić bardzo przewrotnie. Chcemy napisać słowo o polskich narodowcach. O prawdziwych narodowcach, a nie o Bosakach, Kukizach, Winnickich, Jakubiakach czy Korwinach. Chcemy napisać słowo o żołnierzach NSZ.

W sprawach polsko-ukraińskich byli oni zagorzałymi wrogami tego wszystkiego, o co my walczymy. Popełnili niejedną zbrodnię, ale przynajmniej byli uczciwi wobec Polski i szczerzy wobec własnych rodaków. Jeżeli w ich ręce wpadli moskiewscy agenci, rozmowa była krótka:

Panowie czekacie na bolszewików? Bolszewicy wkrótce przyjdą, ale wy tego nie dożyjecie…

Czy dzisiejsza pseudonarodowa hałastra, jawnie już krocząca pod sztandarami Stalina, zasługuje na miano narodowców? To są raczej ANTYNARODOWCY! Nazywanie ich narodowcami jest obrazą dla tych, którzy choć popełniali zbrodnie, to jednak z poświęceniem walczyli o Polskę i dla Polski.

 

Zespół „Dobrodziej”

 

 

Źródło: Facebook

Wczytuję ocenę...


RAFAŁ ZIEMKIEWICZ PYTA WPROST: CO Z TYMI WYBORAMI I DLACZEGO POLSKI INTERNET STAŁ SIĘ ŚCIEKIEM?
Wczytuję komentarze...
Najnowsze