Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

TO MUSISZ WIEDZIEĆ! Skuteczny romantyzm, czyli doktryna Lecha Kaczyńskiego!

Piotr Lisiewicz 11:42 18 czerwca 2019
fot. Gazeta Polska
„Nasz naród może lepiej niż którykolwiek inny wie, że wolność krzyżami się mierzy” – mówił prezydent Lech Kaczyński w kopalni „Wujek”, nie wiedząc jeszcze o krzyżu, który stanie na Krakowskim Przedmieściu. Po śmierci prezydenta próbowano zabić jego dzieło – wyszydzić odradzający się wśród młodzieży patriotyzm, zastąpić wspieranie niepodległości państw regionu pojednaniem z niewolącą je Rosją, a na prawej stronie sceny politycznej zastąpić obóz niepodległościowy kontynuujący tradycje polskiej wielkości i bohaterstwa dwiema skarlałymi formacjami – ugodowcami i prorosyjskimi nacjonalistami. Z perspektywy 2018 roku możemy powiedzieć, że się nie udało, ale walka o wypełnienie politycznego testamentu Lecha Kaczyńskiego wciąż trwa. - pisał rok temu w miesięczniku "Nowe Państwo" (Numer 4 (146)/2018) Piotr Lisiewicz.

Należę do tych, którzy są przekonani, że Rosja decyzję o zamordowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego podjęła po jego przemówieniu w stolicy Gruzji – Tbilisi – w 2008 r. O jego znaczeniu zarówno ja, jak i inni napisali wiele, więc teraz o trochę innych, niemniej ważnych, a słabiej zauważonych, krajowych skutkach tego przemówienia.


Wyjazd to Tbilisi odsłonił, jak nigdy wcześniej, to, jak silna jest w Polsce agentura rosyjska i jak dziwnie podatny na jej oddziaływanie może być medialny establishment. Pamiętam jak dziś, że gdy w Gruzji zatrzymały się rosyjskie wojska, gdy na naszych oczach działa się historia, w programie „Szkło kontaktowe” w TVN nabijano się z tego, że prezydent jest… niższy od innych przemawiających. Przemówienie w Tbilisi, dziś przypominane jako historyczne, nie było w 2008 r. w polskich mediach żadnym ważnym wydarzeniem. Ot, ekscentryczny wyskok niepoważnego polityka, wart jedynie litościwego pominięcia albo żartu na temat jego wzrostu.

Polityka realna Lecha Kaczyńskiego


To była jednak zmiana, nowa jakość w III RP. Nie było wcześniej sytuacji, w której polskie media tak otwarcie opowiedziałyby się po stronie zamordyzmu Moskwy i przeciw dążeniom wolnościowym i niepodległościowym państw przez nią podbijanych.
Mimo wszystko wcześniej głos zarówno owych mediów, jak i partii politycznych w sprawie represji wobec opozycji na Białorusi, „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie czy – przynajmniej w deklaracjach – wojny w Czeczenii, był dość zgodny i przeciwny imperializmowi Moskwy. W 2008 roku w podobnym stylu głos zabrał człowiek z przeciwnej strony – prof. Wojciech Sadurski, który stwierdził, że to było przemówienie męża stanu, i zacytował Gałczyńskiego: „Gdy wieje wiatr historii/ Ludziom, jak pięknym ptakom/ Rosną skrzydła. Natomiast / Trzęsą się portki pętakom”.


Tylko że słowa Sadurskiego, napisane na jego blogu, były już reliktem przeszłości. W mediach szło nowe – w najlepsze wychwalano torpedujących wyjazd do Gruzji „pętaków” – Radosława Sikorskiego i rząd Donalda Tuska. To właśnie przy okazji wojny w Gruzji establishment III RP przekroczył Rubikon, to wtedy uruchomiono proces, który swe ukoronowanie miał w Smoleńsku.
Dlaczego akurat wtedy? Dlatego że polityka Lecha Kaczyńskiego realnie zagroziła interesom Rosji. Po raz pierwszy po 1989 roku Polska stała się graczem, a nie pionkiem w rozgrywce z Moskwą. Gdy przypomnę sobie sprzeciw elit III RP wobec wojny w Czeczenii, to przychodzi mi do głowy fakt zupełnie zapomniany, a bardzo charakterystyczny. Postawa śp. Bronisława Geremka, szefa MSZ w rządzie AWS–UW, który w 1998 r. w czasie wizyty w Polsce prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa wyjechał z wizytą bodaj gdzieś do Skandynawii.


Środowisko Adama Michnika, powołujące się na etos opozycji demokratycznej, z jednej strony protestowało przeciwko zbrodniom w Czeczenii, które opisywane były na łamach „GW”. Z drugiej kapitulowało, gdy zaczynała się realna polityka. Ten scenariusz od czasów rządu Tadeusza Mazowieckiego oraz prezydentury Lecha Wałęsy powtarzał się wielokrotnie.


Uruchamianie rosyjskich agentów wpływu w Polsce przeciwko pięknie brzmiącym deklaracjom słownym nie miało sensu, bo one nie były dla Moskwy groźne, a agentura niepotrzebnie by się dekonspirowała. Lech Kaczyński przeciwstawił się rozpędzającemu się Putinowi nie tylko słowami, lecz także czynami, realnie budując antyrosyjską koalicję. Dlatego rosyjska agentura zareagowała zupełnie inaczej niż dotychczas.


Przeglądając dziś dzień pod dniu, godzina po godzinie archiwum prezydenta Lecha Kaczyńskiego na stronie Prezydent.pl, widzimy, że o skali jego aktywności w budowaniu wspomnianej koalicji nie mieliśmy pojęcia. Ileż tam jest nie tylko wizyt, lecz także rozmów telefonicznych z przywódcami Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii i państw bardziej odległych, jak Azerbejdżan czy Kazachstan.
Jeśli w 2008 roku w kilka dni udało się zorganizować wyjazd przywódców pięciu państw do Gruzji, to dlatego, że porozumienie i wzajemne zaufanie z nim budowane było mrówczą pracą wykonywaną latami. Co mówił tym przywódcom Lech Kaczyński, można się domyślić, słysząc jego przemówienie i atmosferę w czasie wydarzeń w Gruzji.


To wszystko wypełniane było współpracą ekonomiczną, także w strategicznych kwestiach. Pod datą 11 maja 2007 roku mamy na przykład szczyt energetyczny, w Krakowie w którym uczestniczy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński oraz zaproszeni goście: prezydent Republiki Azerbejdżanu Ilham Alijew, prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, prezydent Republiki Litewskiej Valdas Adamkus, prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko oraz Lyazzat Kiinov – specjalny wysłannik prezydenta Republiki Kazachstanu, sekretarz stanu w Ministerstwie Energetyki i Zasobów Mineralnych.


Ale to nie był czysty technokratyzm, lecz technokratyzm połączony z wielką ideą. W mało znanym w Polsce francuskim filmowym dokumencie na temat polskiego pianisty żydowskiego pochodzenia Artura Rubinsteina „L’amour de la vie” wypowiada on słowa: „Zagram wam teraz wielkiego poloneza Szopena. To popularny i znany na estradach koncertowych utwór. Ale wyraża on również dumę i odwagę. Tak jak ostatnio przedstawiany jest Izrael. Dumny z tożsamości narodowej, dumny z istnienia. Szopen manifestował te uczucia na obczyźnie, z dala od Polski. Powiedział kiedyś: ani Rosja, ani nikt inny mnie nie zabije. Ja zabiję ich jednym polonezem”.
Rola Lecha Kaczyńskiego jako tego, który dzięki swojej dzielności uwolnił z zabetonowanego źródła erupcję strumienia polskości, jest nie do przecenienia. Okazało się, że polonez jest martwy tylko wtedy, gdy nikt go nie gra. Gdy go usłyszymy, porywa. Ta powódź potrafi rozerwać tamy, które uznawaliśmy za zbudowane z nierozerwalnego żelbetonu.


„Gdyby w Polsce nie było romantyzmu, to prawdopodobnie dziś nadal siedzielibyśmy w Pałacu Namiestnikowskim. Pod tą szerokością geograficzną i w takich czasach, w jakich żyjemy, romantyzm sprawdza się znacznie lepiej niż pozytywizm” – mówił prezydent Lech Kaczyński w rozmowie z „Gazetą Polską” 14 maja 2008 r.

Źródło: Nowe Państwo

Wczytuję ocenę...


TOMASZ SAKIEWICZ - #StrefaWolneOdLGBT. "Symbol LGBT dziś zaczyna się kojarzyć z sierpem i młotem czy swastyką"
Wczytuję komentarze...
Najnowsze