Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Puszcza Białowieska – Himalaje hipokryzji czy niewiedzy?

Konrad Tomaszewski 11:08 17 kwietnia 2018
fot. Adam Wajrak/Wikimedia Commons
W ochronie środowiska chodzi o to, aby teraz i w dającej się przewidzieć przyszłości w różnych zakątkach globu ziemskiego zasoby naturalne służyły zaspokajaniu potrzeb ludzkich, ale by następowało to bez szkody dla dobrostanu przyrody ożywionej i nieożywionej. Innymi słowy nie ma ochrony środowiska bez roztropnego gospodarowania zasobami przyrody. W polskim porządku prawnym o roztropnym gospodarowaniu zasobami przyrody jako nieodzownym elemencie ochrony środowiska jest wprost mowa w ustawowych definicjach tego pojęcia - pisze Konrad Tomaszewski, były dyrektor generalny Lasów Państwowych.

Nie ma ochrony środowiska bez gospodarowania jego zasobami

 

W ochronie środowiska chodzi o to, aby teraz i w dającej się przewidzieć przyszłości w różnych zakątkach globu ziemskiego zasoby naturalne służyły zaspokajaniu potrzeb ludzkich, ale by następowało to bez szkody dla dobrostanu przyrody ożywionej i nieożywionej. Innymi słowy nie ma ochrony środowiska bez roztropnego gospodarowania zasobami przyrody. W polskim porządku prawnym o roztropnym gospodarowaniu zasobami przyrody jako nieodzownym elemencie ochrony środowiska jest wprost mowa w ustawowych definicjach tego pojęcia.

 

Dlaczego ludzie tak wielką wagę przywiązują do tego, aby żaden organizm na globie ziemskim nie zniknął

 

Spyta ktoś, dlaczego ludzkości tak bardzo zależy na dobrostanie przyrodniczym, iż zagrożenie (choćby rzekome lub potencjalne ) dla egzystencji w jakimś miejscu osobników jakiegoś gatunku rośliny czy owada staje się wystarczającym powodem dla niedopuszczenia, wstrzymania czy radykalnej zmiany lokalizacji przedsięwzięć infrastrukturalnych, choćby niezwykle potrzebnych dla rozwoju cywilizacyjnego.

Otóż nie ma jednej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Na pewno rację mają ci, którzy twierdzą, że przyroda jest wartością samą w sobie, dlatego trzeba ją chronić.

Rację też mają i ci, którzy postulują niedopuszczenie do zaniku choćby jednego organizmu roślinnego czy zwierzęcego na globie ziemskim, gdyż nie wiadomo, czy wiedza o nim czy jego właściwości nie okażą się w przyszłości zbawienna dla ludzkości (np. jako panaceum na choroby cywilizacyjne).

Dominuje jednak pogląd, że przede wszystkim przyrodę trzeba chronić, gdyż dobrostan przyrodniczy jest wskaźnikiem „zdrowia” globu ziemskiego.

Dopóki glob ziemski charakteryzuje się należytym stanem przyrody, dopóty możemy być spokojni o swoją przyszłość i przyszłość następnych pokoleń – no chyba że zdarzy się jakaś dziejowa katastrofa kosmiczna czy kataklizm dziejowy nadejdzie z wnętrza Ziemi.

Rzecz w tym, że po pierwsze dobrostan przyrodniczy jako wskaźnik „zdrowia” globu ziemskiego musi być „wszechobecny”, a nie skoncentrowany w wybranych częściach naszej planety (np. ograniczony do Puszczy Białowieskiej czy innych lasów w Polsce), a po drugie nie ma dobrych i bezdyskusyjnych wzorców dobrostanu przyrodniczego.

Brak obiektywnych wzorców dobrostanu przyrodniczego w połączeniu z przyrodzoną osobie ludzkiej (zwłaszcza bytującej w murach zadymionych i hałaśliwych metropolii) wrażliwością na piękno przyrody za miastem, jest obecnie bezkompromisowo wykorzystywany do walki politycznej, prowadzonej pod ekocentrycznym hasłem „przyroda sama sobie poradzi, a leśnicy to barbarzyńcy”.

 

Dlaczego przyroda sama sobie nie poradzi

 

W dobie zaistniałego przed wiekami rozczłonkowania kompleksów leśnych w naszej strefie klimatycznej w następstwie rozwoju cywilizacyjnego przyroda sama sobie nie poradzi, tak samo, jak w dobie wszechogarniających „fake – news’ów” , prawda (w tym prawda o tym, co działo się ostatnimi laty i stać się może w Puszczy Białowieskiej w nadchodzącym czasie ) sama nie zwycięży.

Jest szczytem hipokryzji łajanie polskich leśników za działania w Puszczy Białowieskiej, płynące z państw, w których przyroda leśna jest w opłakanym stanie – m.in. w następstwie powojennej urbanizacji i industrializacji.

Początkowo łajanie to następowało pod hasłem barbarzyńskich działań w Puszczy Białowieskiej mającej być rzekomo reliktem, ostatnią pozostałością pierwotnej puszczy pokrywającej przed tysiącleciami północną część Europy.

Gdy leśnicy dostarczyli aż nadto dowodów na to, że Puszcza Białowieska jest następstwem współdziałania siły przyrody i gospodarskiej ręki człowieka, a tym samym nie reprezentuje sobą krajobrazu pierwotnego – narracja prowadzonego przeciw nim ataku w sposób istotny zmieniła się. W kręgach ekocentrycznych zaczęto mianowicie postulować pozostawienie Puszczy Białowieskiej (podobnie, jak to ma miejsce w lasach Białowieskiego Parku Narodowego) poza jakimikolwiek działaniami w zakresie gospodarki leśnej –forsując pogląd, że Puszcza Białowieska może i niej jest lasem pierwotnym, ale na pewno jest najlepiej zachowanym w tej części globu ziemskiego lasem naturalnym.

Polska jest demokratycznym państwem prawnym. W Polskim porządku prawnym lasy nie dzielą się na naturalne i nienaturalne. Wynikający z ustawy o lasach podział lasów to podział na lasy gospodarcze (przeznaczone do produkcji leśnej), lasy stanowiące rezerwaty przyrody, lasy wchodzące w skład parków narodowych oraz lasy wpisane do rejestru zabytków.

Wydaje się, że w bezpardonowym ataku środowisk ekocentrycznych na leśników w związku z działaniami w Puszczy Białowieskiej świadomie nie utrwalano w ramach kształtowania opinii publicznej wiedzy, że lasy, które są objęta gospodarowaniem prowadzonym przez trzy nadleśnictwa puszczańskie (Białowieża, Hajnówka, Browsk), są lasami gospodarczymi (jeśli pominąć liczne rezerwaty przyrody tu usytuowane), a więc że nie są to lasy wchodzące w skład parku narodowego. Nie są to też lasy wpisane do rejestru zabytków.

Można domyślać się, o co chodzi środowiskom ekocentrycznym, gdy mówią one o najlepiej zachowanym lesie naturalnym. Chodzi im zapewne o lasy cechujące się nadzwyczajną zdolnością do samoregulacji.

Światowa literatura nie pozostawia najmniejszej wątpliwości co do tego, że w naszej części globu ziemskiego dopiero las zajmujący około 1 – 2 milionów hektarów może uzyskiwać zdolność do samoregulacji, to znaczy może funkcjonować praktycznie bez ingerencji człowieka dokonywanej metodami gospodarki leśnej. Podnoszony przez ekocentrystów argument o świetnie funkcjonujących lasach, wchodzących w skład Białowieskiego Parku Narodowego, jest nieprawdziwy z dwóch względów. Po pierwsze w świetle prowadzonej przez Lasy Państwowe od trzech lat, na niespotykaną dotąd w świecie skalę, inwentaryzacji przyrodniczej – lasy gospodarcze Puszczy Białowieskiej okazują się cechować się zdecydowanie lepszymi wskaźnikami różnorodności biologicznej aniżeli lasy, wchodzące w skład parku narodowego, a po drugie różnorodność biologiczna lasów, wchodzących w skład parku narodowego, nie mogłaby zaistnieć bez pozytywnego wpływu na tę różnorodność otaczających lasów gospodarczych, poddawanych planowej gospodarce leśnej od ponad stu lat.

Nie mają racji ekocentryści, twierdząc, że świerk w Puszczy Białowieskiej nie ma rodzimego pochodzenia, a więc „niech szlag go trafi”. Badania genetyczne nie pozostawiają wątpliwości co do miejscowego pochodzenia świerka w Puszczy Białowieskiej.

Gdyby północną część Europy pokrywała, jak przed tysiącleciami, niekończąca dziewicza puszcza, to istotnie zamarcie na powierzchni wynoszącej około kilkadziesiąt tysięcy hektarów (tyle wynosi m.in. powierzchnia Puszczy Białowieskiej po stronie polskiej) drzewostanów świerkowych opanowywanych i uśmiercanych aktualnie w Puszczy przez kornika drukarza można by uznać za proces naturalny (samoregulacyjny). Również za proces naturalny (samoregulacyjny) można by uznać zabliźnienie takich terenów poprzez ich opanowanie przez trzcinnik (roślinę zadarniającą glebę w sposób uniemożliwiający samoistnie pojawianie pożądanej roślinności leśnej) czy przez „zagrabienie” tych terenów np. przez graba (przez krzew na wiele dziesięcioleci, w świetle wyników badań, zajmujący w gospodarczej części Puszczy Białowieskiej tereny, na których zamarły lub zamierają drzewostany świerkowe, bez dawania szansy zaistnienia pożądanej roślinności leśnej).

Gdyby Puszcza Białowieska zajmowała milinie hektarów, takie blizny można by porównać do niegroźnych kurzajek pokrywających ciało osoby ludzkiej.

Rzecz w tym, że Puszcza Białowieska nie obejmuje 1 – 2 milionów hektarów, lecz po polskiej stronie jedynie kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Przy takim areale ekosystemów leśnych ich zdolność do samoregulacji jest ograniczona. Dlatego, przy obecnym rozdrobnieniu lasów w większej części globu ziemskiego, obejmowanie lasów działaniami w zakresie gospodarki leśnej jest bezdyskusyjną koniecznością. Proces zamierania drzewostanów świerkowych w gospodarczej części Puszczy Białowieskiej wskutek masowego rozmnażania się kornika drukarza nie jest tu procesem naturalnym (samoregulacyjnym), choćby nie wiem jak przekonywali do tego ekocentryści, lecz procesem klęskowym. Proces ten można porównać do procesu nowotworowego, prowadzącego, bez działań leczniczych z użyciem metod gospodarki leśnej, nie do pokrywania organizmu niegroźnymi kurzajkami, lecz do całkowitego jego rozkładu. Aktualnie w Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z klęską naturalną w rozumieniu definicji zawartej w ustawie o stanie klęski żywiołowej. Klęską naturalną jest bowiem m.in. klęska żywiołowa, związana z działaniem sił natury, w szczególności masowe występowanie szkodników i chorób roślin, którego skutki zagrażają środowisku na znacznych obszarach, jeżeli ochrona przed tymi skutkami może być skutecznie podjęta przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków, przy czym wystąpienie klęski naturalnej może być (choć oczywiście nie musi być) m.in. następstwem działań o charakterze terrorystycznym.

 

Obecne rozprzestrzenianie się kornika drukarza to efekt „szantażu ekocentrycznego”

 

Obserwowane od kilku lat masowe (gradacyjne), utrzymujące się od wielu lat, występowanie kornika drukarza na terenie Puszczy Białowieskiej, nie jest zjawiskiem incydentalnych. W przeszłości takie zjawiska miały miejsce wielokrotnie, choć na znacznie mniejszą skalę. Zawsze jednak wówczas leśnicy podejmowali działania sanitarne, polegające na bieżącym identyfikowaniu świerków opanowanych przez kornika, ich wycince i wywożenie poza teren leśny. Jest to bowiem jedyny znany i prawnie usankcjonowany sposób na walką z tym owadem, w razie jego wystąpienia w ekosystemie leśnym ponad poziom pożądany. Tym razem jednak – „szantaż ekocentryczny” na początku poprzedniego rozdania politycznego sprawił, że nie dane było usunąć leśnikom pierwszych gniazd świerka zaatakowanych przez tego owada (nie dane było zniszczyć pierwszych „komórek nowotworowych”). Później zaś, także w następstwie „szantażu ekocentrycznego”, sześciokrotnie obniżono tzw. limit pozyskiwania surowca drzewnego w okresie 2012 – 2021 w stosunku do poziomu wymaganego w świetle wiedzy naukowej.

Pewnie wiele osób nie wie, że pozyskiwanie surowca drzewnego w lasach gospodarczych, i to pozyskiwanie na poziomie określonym naukowo przez wyspecjalizowane w tym zakresie jednostki organizacyjne, stanowi nieodłączną część gospodarki leśnej. Limit drewna do pozyskania w poszczególnych dziesięcioleciach jest zatwierdzany dla poszczególnych nadleśnictw przez Ministra Środowiska. Nie ma gospodarki leśnej bez użytkowania zasobów drzewnych – oczywiście w sposób i na poziomie zgodnym z wiedzą naukową. Sześciokrotne, dla okresu 2012 – 2021, obniżenie wymaganego limitu pozyskania surowca drzewnego w gospodarczej części Puszczy Białowieskiej zainicjowało niekontrolowane rozprzestrzenianie się z roku na rok kornika drukarza na coraz nowe tereny. Zamierały całe połacie drzewostanów świerkowych.

 

Działania podjęte po zmianie w roku 2015 opcji politycznej

 

Po zmianie w roku 2015 opcji politycznej zostały podjęte kroki , które pozwoliły na przystąpienia w nadleśnictwach puszczańskich do działań przeciwstawiających się omawianej klęsce naturalnej. Przede wszystkim Minister Środowiska podjął, zgodnie z przepisami prawa, decyzję o zwiększenia wyżej wymienionego dziesięcioletniego limitu pozyskania surowca drzewnego dla nadleśnictwa Białowieża, choć do poziomu zdecydowanie mniejszego niż powinien on wynosić w świetle wiedzy naukowej oraz poziomu pozyskania drewna w poprzednich dziesięcioleciach. Ponadto Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku wystąpił w imieniu nadleśnictw puszczańskich za pośrednictwem Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych do Ministra Środowiska, aby ten upewnił nadleśniczych, że mogą realizować limity pozyskania surowca drzewnego zgodnie z obowiązującym prawem, gdyż dotychczas było to hamowane „szantażem ekocentrycznym”. Podsekretarz stanu odpowiedzialny za nadzorowanie Lasów Państwowych, w formie polecenia na piśmie , wyraził z upoważnienia Ministra Środowiska zgodę na przystąpienie nadleśniczych do wykorzystywania przyznanych nadleśnictwom limitów pozyskania drewna w celu usuwania świerków zasiedlonych przez kornika drukarza i kształtowania bezpieczeństwa publicznego. Polecenie to znalazło odzwierciedlenie w stosownej decyzji zarządczej Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych.

 

Ochrona przyrody w Puszczy Białowieskiej podjęta przez resort środowiska i Lasy Państwowe jako paliwo polityczne

 

Zainicjowanie i podjęte przez resort środowiska oraz przez Lasy Państwowe działania na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej w celu ograniczenia gradacji kornika drukarza oraz jej negatywnych skutków przyrodniczych, a także w celu kształtowania bezpieczeństwa publicznego wywołały histeryczną kontrakcję ze strony środowisk ekocentrycznych (ze strony środowisk postulujących maksymalne wycofanie się człowieka z ingerowania w przyrodę). Z inspiracji tych środowisk Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości skargę na Rzeczypospolitą Polską o stwierdzenie naruszenia przez Polskę tzw. dyrektywy ptasiej i dyrektywy siedliskowej. Należy pamiętać, że obie dyrektywy zostały uwzględnione w polskim porządku prawnym – i to w sposób, który nie był i nie jest kwestionowany przez Komisję Europejską.

W ramach rozprawy głównej przed Trybunałem Sprawiedliwości stronie polskiej nie pozwolono - z powołaniem się na rzekome wyczerpanie limitu czasu - na wyłożenie wszystkich argumentów dla dowodu, że Polska jako podmiot prawa międzynarodowego, ani Lasy Państwowe jako przedsiębiorca, nie uchybiły polskiemu porządkowi prawnemu. Przewodniczący składu sędziowskiej przystał jednak, aby Polska uzupełniła te argumenty na piśmie. Polska w dniu 6 stycznia 2018 roku wysłała takie pisemne uzupełnienie, którego treść można znaleźć na stronie www.ekorozwoj.pl . Trybunał Sprawiedliwości był uprzejmy je odesłać do Ministerstwa Sprawiedliwości jako dokument niemieszczący się rzekomo w obowiązującej procedurze prawnej. W ten sposób Trybunał Sprawiedliwości, przygotowując wyrok, „wyzwolił się” z obowiązku odniesienia się do pełnej argumentacji Rzeczypospolitej Polskiej.

W dacie przygotowywania niniejszego artykułu – autorowi nie jest znana treść wyroku Trybunału Sprawiedliwości. Można jednak przypuszczać, że będzie ona prawie w pełni zgodna z opinią rzecznika generalnego Trybunału opublikowaną w dniu 20 lutego 2018 r.

Do przestrzeni medialnej przedostały się więcej niż nieścisłe informacje na temat tego, co rzecznik generalny w istocie zasugerował Trybunałowi Sprawiedliwości w odniesieniu do treści przyszłego wyroku.

Otóż rzecznik generalny zasugerował, aby Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że Polska uchybiła określonym przepisom dyrektywy ptasiej i siedliskowej, albowiem decydując się na określone działania w latach 2016 – 2017 na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej :

  1. nie upewniła się, czy będą one „szkodliwe” dla dobrostanu przyrodniczego w Puszczy,

oraz

  1. nie zapewniła zachowania oraz ochrony siedlisk i gatunków chronionych.

W języku prawniczym uchybienie określonym przepisom oznacza doprowadzenie do nieprawidłowości o czysto formalnym charakterze.

Wyżej wymienione uchybienie miało polegać na tym, że Polska przystąpiła do działań w Puszczy, nie mając pewności, czy nie przyniosą one negatywnych skutków (brak upewnienia się), a ponadto - na tym, że Polska rzekomo nie wykonała kroków, aby nabrać przekonania, (aby usunąć wątpliwości), że przystępując do określonych działań w Puszczy nie pogorszy jej dobrostanu przyrodniczego (brak zapewnienia).

A zatem sugerowana przez rzecznika generalnego treść ewentualnego wyroku nie obejmuje (nie zawiera) oceny, czy w następstwie podjętych przez Polskę działań nastąpiło czy też nie nastąpiło pogorszenie dobrostanu przyrodniczego na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej (może nastąpiło, a może nie nastąpiło).

Polska przedstawiła Trybunałowi Sprawiedliwości aż nadto dowodów na to, że przystępując do działań w Puszczy Białowieskiej, dochowane zostały wszystkie prawem wymagane procedury w celu upewniania się, że dla dobrostanu przyrodniczego nie będzie do szkodliwe.

Więcej - przywołując wyniki inwentaryzacji przyrodniczej Polska wykazała, że działania podjęte w latach 2016 – 2017 w Puszczy Białowieskiej nie tylko nie pogorszyły dobrostanu przyrodniczego, lecz odwrotnie powstrzymały dewastację siedlisk przyrodniczych będącą następstwem niekontrolowanego za sprawą „szantażu ekocentrycznego” rozmnażania się kornika drukarza.

Dla rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości nie miało to zdaje się jednak większego (a nawet żadnego) znaczenia przy sugerowaniu Trybunałowi Sprawiedliwości treści przyszłego wyroku.

Dla mediów sprzyjających aktualnej opozycji politycznej opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości stała się natomiast wymarzonym paliwem politycznych wykorzystywanym do forsowania poglądu, że oto zdaniem rzecznika w Puszczy Białowieskiej nastąpiła w latach 2016 – 2017 prawdziwa rzeź przyrody. Głosicielom tego poglądu warto uzmysłowić, że w następstwie wycięcia „tkanki nowotworowej” w postaci zabitych przez kornika całych połaci świerczyn – biomasa drzew w Puszczy Białowieskiej zmniejszyła się w latach 2016 – 2017 „raptem” zaledwie o ok. 0,8%. Już choćby z tego punktu widzenia wmawianie społeczeństwu, że leśnicy to współcześni barbarzyńcy, obraża inteligencję Polaków.

 

Czy w Polsce obowiązuje jeszcze porządek prawny kształtowany przez polski Parlament?

 

Histeria „ekocentryczna” , jaką rozpętano na temat działań, podjętych przez Polskę w latach 2016 – 2017 na terenie Puszczy Białowieskiej, upoważnia do postawienia pytania o sens kształtowania w Polsce polskiego porządku prawnego.

Resort środowiska oraz Lasy Państwowe, przystępując w latach 2016 – 2017 do działań na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej, wykonywały przepisy prawa polskiego, które w tym przypadku są jednoznaczne, nie pozostawiają nadleśniczym „pola manewru”.

Zgodnie bowiem z Prawem ochrony środowiska wykonywanie przepisów obowiązującej od 1992 roku ustawy o lasach oznacza prowadzenie w lasach gospodarki leśnej przy jednoczesnym zapewnieniem ochrony przyrody

W myśl ustawy o lasach nadleśniczy jest obowiązany prowadzić samodzielnie gospodarkę leśną w nadleśnictwie na podstawie planu urządzenia lasu, ponosząc przy tym odpowiedzialność za stan lasu.

W celu zapewnienia powszechnej ochrony lasów nadleśniczy jest zobowiązany do zapobiegania, wykrywania i zwalczania nadmiernie pojawiających i rozprzestrzeniających się organizmów szkodliwych.

W miejscach znacznego uszkodzenia drzewostanów oraz w miejscach wykonywania pozyskiwania drewna nadleśniczy jest zobowiązany do wprowadzenia okresowego zakazu wstępu do lasu.

Skoro ustawodawca nałożył na nadleśniczych obowiązek wprowadzania okresowego zakazu wstępu do lasu w każdym miejscu zniszczenia lub poważnego uszkodzenia drzewostanów oraz w każdym miejscu prowadzenia m.in. pozyskiwania drewna, to oznacza to, że z prawnego punktu widzenia w tych miejscach występuje zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi przybywających na łono natury dla wypoczynku czy zbierania grzybów.

Skoro ustawodawca nałożył na nadleśniczych obowiązek wprowadzania ww. zakazów wstępu do lasu okresowo, a nie na stałe, to oznacza to, że obowiązkiem nadleśniczych jest podejmowanie wszelkich działań dla wyeliminowania (tak szybko, jak to tylko możliwe) owego zagrożenia, aby były to miejsca cechujące się bezpieczeństwem publicznym i aby były one powszechnie dostępne dla ludzi.

 

Czemu to ma służyć i czy warto było

 

Z przykrością należy stwierdzić, że, z nielicznymi wyjątkami, których przykładem jest doniosły list Prezesa Prawa i Sprawiedliwości (dostępny aktualnie na stronie www.ekorozwoj.pl ) - desperackie, zgodne z prawem, działania polskich leśników w Puszczy Białowieskiej oraz osobiste zaangażowanie ówczesnego Ministra Środowiska spotykały się albo z totalną krytyką medialną, albo były objęte milczeniem w imię tzw. poprawności politycznej.

W tym kontekście, pod wpływem rozpętanej na niespotykaną skalę nagonki na polskich leśników przez opozycję polityczną oraz środowiska ekocentryczne, Lasy Państwowe jeszcze w listopadzie 2017 roku (a więc przed rekonstrukcją rządu) podjęły decyzję o wstrzymaniu w gospodarczej części Puszczy Białowieskiej działań w zakresie porządkowania stanu sanitarnego lasu i czynnego kształtowania bezpieczeństwa publicznego – respektując w ten sposób postanowienie Trybunału Sprawiedliwości o tzw. środku tymczasowym.

Aktualnie w znacznej części gospodarczej części Puszczy Białowieskiej obowiązuje okresowy zakaz wstępu do lasu (gdyż tego wymagają przepisy ustawy o lasach).

Nie ulega wątpliwości, że utrzymywanie takiego stanu rzeczy (niewycinanie na czas świerków opanowywanych przez kornika) oznaczać będzie dalszy rozwój gradacji tego owada oraz zamieraniem kolejnych świerczyn.

Niestety , zgodnie z wieloma przewidywaniami, środowiska ekocentryczne w atmosferze triumfalizmu, zdają się nawet nie myśleć o zmianie konfrontacyjnej postawy. Leśnicy dobrze wiedzą, że tam, gdzie na terenie Puszczy Białowieskiej zamarły świerczyny, nastąpi albo zadarnienie terenu, albo na całe dziesięciolecia pojawią się na przykład niepożądane samosiewy grabowe.

Z ustawy o lasach wynika, że nadleśniczowie są zobowiązani do trwałego utrzymywania lasów i zapewnienia ciągłości ich użytkowania, a w szczególności do „zachowania w lasach roślinności leśnej (upraw leśnych) oraz ponownego wprowadzania roślinności leśnej (upraw leśnych) w lasach w okresie do 5 lat od usunięcia drzewostanu”.

Środowiska ekocentryczne twierdzą, że przystąpienie do wykonywania tego przepisu prawnego będzie kolejnym przejawem barbarzyństwa Lasów Państwowych.

Ponadto czując być może, że paliwo polityczne w Puszczy Białowieskiej zwolna się wypala, kreują nowy teatr działań konfrontacyjnych. Otóż okazuje się, że ostatnim naturalnym lasem w Europie nie jest już ich zdaniem tylko Puszcza Białowieska, lecz również tzw. Puszcza Karpacka, t. j. las, który w większości zaistniał w następstwie powojennych zalesień dokonanych przez polskich leśników.

W niektórych politycznych kręgach decyzyjnych artykułowany jest postulat dotyczący konieczności wielkiego kompromisu w sprawie Puszczy Białowieskiej.

Należy zatem zadać fundamentalne pytanie, na czym ów kompromis miałby polegać, jeżeli założyć, że miałby on mieścić się i nie naruszać obowiązującego w Polsce porządku prawnego – porządku, który sprawdził się, skutkując m.in. unikatową w skali europejskiej różnorodnością biologiczną ekosystemów leśnych.

Źródło: Telewizja Republika

Wczytuję ocenę...


SALONIK POLITYCZNY (ODC.231) - OTO CO TAK NAPRAWDĘ STAŁO SIĘ PODCZAS WIZYTY PREZYDENTA DUDY W USA
Wczytuję komentarze...
Najnowsze