Twoje punkty R
Zamknij [X]
Przykładowa wiadomość ...

Dwa oblicza Donalda Tuska

AS 21:59 25 czerwca 2019
Telewizja Republika
– Donald Tusk jest człowiekiem, który ma dwa oblicza. To znaczy człowieka, który potrafi bardzo sprawnie działać i człowieka, który zastanowi się dwa razy zanim pójdzie na walkę. Ja nie lekceważę Donalda Tuska. Jeżeli on by się uparł, żeby wskoczyć do krajowego basenu z zimna wodą polskiej polityki, to by zapewne dał sobie radę - mówił w programie Doroty Kani w Telewizji Republika "Koniec systemu" publicysta Piotr Semka

– 4 czerwca 89 roku byłem dziennikarzem "Tygodnika Wyborczego" powołanego pisma regionu gdańskiego Solidarności, które głównie zajmowało się lansowaniem kandydatów Komitetu Obywatelskiego. Po latach mam parę refleksji. (...) Zorientowałem się, jak bardzo ówczesne media były wyćwiczone w takim założeniu, że nasi wiedzą co robią. To był efekt trwania iluś lat w prasie podziemnej, które główną cechą było krzepienie serc. Nie dało się krzepić serc bez wyraźnego podkreślanie: "Jest z nami Lechu", "Jesteśmy razem", "Nie damy się podzielić, ani zniszczyć". To miało wadę taką, że my wówczas jako dziennikarze w za małym stopniu zwracaliśmy uwagę na podskórną grę, w której wygrywał ten, kto miał dostęp do ucha Lecha a największy dostęp do ucha Lecha mieli wówczas Bronisław Geremek, Adam Michnik i Tadeusz Mazowiecki i z drugiej strony próbowali ten monopol dostępu do ucha Lecha nadwyrężyć bracia Kaczyńscy. Wałęsa mając taki instynkt samozachowawczy zaczął powoli równoważyć wpływy Kaczyńskich z przynajmniej Geremkiem i Mazowieckim, ale ten okres maja 89 to wtedy był okres, kiedy jeszcze oba skrzydła były zrównoważone, oczywiście z dużą mocniejszą pozycją Geremka, bo on miał do zachodnich mediów. Jeżeli Geremek mówił, że Lechu jest super to "Le Monde" i "New York Times" pisały, że Lechu jest super. To się zemści za rok, bo w roku 90 jak wybuchnie kampania prezydencka, to nagle czytelnicy "Liberation" czy "Le Soir" dowiedzą się, że Lech Wałęsa to taki straszny antydemokratyczny prostak, ale póki co Lechu jest super, Lechu jest chwalony, Lechu jest wysyłany do Ameryki. Ja nawet będąc dziennikarzem, który był dosyć blisko tego solidarnościowego kotła, dowiadywałem się o rozmaitych niepokojących rzeczach raczej na zasadzie przypadki, albo z faktu, że zachodni korespondenci mieli lepszy dostęp do doradców. Potem zaczął się maj, który miał charakter takiej powtórki z karnawału solidarnościowego lat 80-81. Ludzi, którzy pamiętali wówczas ten taki wybuch emocji nagle przez ten miesiąc ta emocja buzowała. Ludzie włączali się w kampanię. (...) Topem tego wskrzeszenia ducha sierpnia 80 był dzień wyborów, kiedy Polacy wykreślali z sadystyczną dokładnością nazwiska członków. Dowiedzieli się, że tak naprawdę wycięli te wszystkie czerwone pająki i potem przeżyli zimny prysznic, bo potem przyszedł profesor Geremek, profesor Szaniawski i powiedzieli "nie, nie, nie, słuchajcie dogadaliśmy się z władzą, że powtarzamy wybory". - mówił Piotr Semka.

– 4 czerwca pracowałem w sztabie wyborczym Solidarności w 89 roku, który zaczął pracować 2-3 miesiące wcześniej, po Okrągłym Stole, tam gdzie szefami byli Bronisław Geremek, Jarosław Kuroń. (...) Wtedy zapał był tak duży, że panowaliśmy nad składem wszystkich komisji wyborczych. Jeśli nie mieliśmy tam większości, to mieliśmy twardych ludzi, którzy dostarczali dane. Te dane ze wszystkich komisji wyborczych mieliśmy podsumowane szybciej niż PKW w związku z czym nie bardzo mogli fałszować te wybory. Mieliśmy pomoc z jednej firmy prywatnej i Politechniki Warszawskiej. To było kilkanaście komputerów i ludzie, którzy tam pracowali i widzieliśmy wszystko jak te dane rosną i to było niesłychanie zabawne, bo nie tylko komputery podliczały te wyniki, ale jeszcze na jednym z komputerów ukazywała się grafika. Było widać ile ma Solidarność a ile mają komuniści. W Senacie było widać, że komuniści przegrywają, jak dostaną jeden, dwa mandaty dostaną i nic więcej a ten jeden, dwa to tylko przez pomyłkę, bo nie skreśleni komuniści to byli tylko tam, gdzie ktoś tej kreski nie poprowadził do końca. To nasze kierownictwo się zadziwiło, że to było taka wygrana Solidarności. Mnie to nie dziwiło zupełnie a zdziwiło mnie co innego. Mnie zdziwiła frekwencja. Ja myślałem, że na te wybory pójdzie 95 % Polaków, że nie pójdą tylko ci obłożnie chorzy i co w ogóle nie chodzą, natomiast okazało się, że ta frekwencja była niska bo to było bodajże około 60 % i to wtedy uprzytomniło, że jest duża część Polaków, która nie poszła głosować na Solidarność nie dlatego, że wolała komunistów, tylko dlatego, że się bała komunistów. Nie wierzyli w to, że ta zmiana będzie prawdziwa i to był dla mnie pierwszy sygnał pesymistyczny - powiedział Józef Orzeł.

Źródło: Telewizja Republika

Wczytuję ocenę...


TOMASZ SAKIEWICZ - #StrefaWolneOdLGBT. "Symbol LGBT dziś zaczyna się kojarzyć z sierpem i młotem czy swastyką"
Wczytuję komentarze...
Najnowsze